"Złodziej dusz" t. 1
wydawnictwo: Fabryka Słów data wydania: 2012 (data przybliżona) ISBN: 978-83-7574-543-6język: polskityp: papier
Od
2000 r. mieszka w Toruniu i chyba już jest Torunianką, bo jak rodowici
mieszkańcy miasta jednocześnie kocha je i nie znosi. Wiedzie nocny tryb życia,
bo w nocy najlepiej jej się pisze i czyta. Śpi, gdy przyzwoici ludzie pracują,
wysłuchiwała, że fantastyka nie jest poważną literaturą i że nie powinna
marnować na nią talentu. Do czasu, gdy uznała, że uwielbia pisać powieści
niekoniecznie poważne i skoro sama woli spędzić wieczór z kryminałem czy urban
fantasy niż z Konwickim, dlaczego nie miałaby pisać książek, jakie sama lubi
czytać? Debiutowała kilka razy, bo raz jej nie satysfakcjonował.
Teodora Wilk w rzeczywistym Toruniu, ambitna, młoda i uparta policjantka wydziału kryminalnego. W alternatywny Thornie twarda wiedźma Jaga z krwi kapłanek płodności i Pań północy co daje dość wybuchową mieszankę. Przygodę z wiedźmą rozpoczynamy od trupa Pauliny Kozanek, starszej pani ze skłonnością do wtykania nosa w nieswoje sprawy, która zmarła przez dwie dziurki w szyi. Znacie już tok myślenia bohaterki. Magicznym z Torunia zagraża nieznany osobnik. Co w tej chwili ma zrobić wredna, bezczelna wiedźma? Wziąć sprawy w swoje ręce! No dobrze nie tylko własne do dyspozycji ma też anioła Joshua i diabła Mirona, czyli wnuków nie byle kogo tylko szych, anioła Gabryjela i diabła Lucyfera. Sprawa niełatwa tym bardziej, że życie w prawdziwym Toruniu zaczyna się psuć: wkurzający prokurator dopiął swego i zawiesił ją, a pedofil, którego pragnęła dobić jest na wolności. Tak życie polskiej wiedźmy nie jest łatwe...
Wydawnictwo Fabryka słów i polska fantastyka sprawią, że każdy wielbiciel gatunku wbija wzrok w pozycje. Ale czy zawsze jest tego warta? Pierwszy mój ruch to przeczytanie tyłu okładki czytam „magicznej społeczności Torunia” i czytam dalej wróć Torunia? Ten argument przeważył, ja musiałam to przeczytać, nie ma dla mnie miejsca lepiej pasującego do tego klimatu, żaden Kraków, żadna Warszawa, tylko mój bliski Toruń. I na tym się skupiłam, gdy czytałam opisy od razu widziałam oczami wyobraźni uliczki tego miasta, które są opisane po prostu idealnie, łącznie z przemyśleniami bohaterki, a przeważnie nie są one aż tak dla mnie ważne. Polubiłam bohaterów choć nie zżyłam się z nimi, chcę jeszcze raz ich spotkać. Co mam nadziej spełni się, bo tytuł ma 1 co daje do tego prawo. Akcja toczy się szybko i ciężko było mi się od niej oderwać. Wydaje mi się, że autorka dała tu całkiem sporą cześć swojej duszy, bo bardzo zaciekawiła mnie swoim stylem pisania jak i osobą. Nie mówiąc wiele o ciekawych zwrotach, jednoznacznych dla Torunian jak „jedyna słuszna stacja” czy „jedyna słuszna partia”. Przyznajcie sami, że już chce się czytać. Całość czyta się przyjemni, więc dobry kolejny debit zaliczony.
Od strony graficznej również nieźle wypada. Magicznie prezentująca się okładka jak i rozdziały rozpoczynające się od rysunku anioła. Więc też grafik nieźle się spisał.
Polecam miłośnikom polskiego fantasy, szczególnie lubiących twórczość Marty Kisiel(miałam takie skojarzenie czytając)oraz oczywiście Torunianom niech przejdą na jego magiczną stronę.
Teodora Wilk w rzeczywistym Toruniu, ambitna, młoda i uparta policjantka wydziału kryminalnego. W alternatywny Thornie twarda wiedźma Jaga z krwi kapłanek płodności i Pań północy co daje dość wybuchową mieszankę. Przygodę z wiedźmą rozpoczynamy od trupa Pauliny Kozanek, starszej pani ze skłonnością do wtykania nosa w nieswoje sprawy, która zmarła przez dwie dziurki w szyi. Znacie już tok myślenia bohaterki. Magicznym z Torunia zagraża nieznany osobnik. Co w tej chwili ma zrobić wredna, bezczelna wiedźma? Wziąć sprawy w swoje ręce! No dobrze nie tylko własne do dyspozycji ma też anioła Joshua i diabła Mirona, czyli wnuków nie byle kogo tylko szych, anioła Gabryjela i diabła Lucyfera. Sprawa niełatwa tym bardziej, że życie w prawdziwym Toruniu zaczyna się psuć: wkurzający prokurator dopiął swego i zawiesił ją, a pedofil, którego pragnęła dobić jest na wolności. Tak życie polskiej wiedźmy nie jest łatwe...
Wydawnictwo Fabryka słów i polska fantastyka sprawią, że każdy wielbiciel gatunku wbija wzrok w pozycje. Ale czy zawsze jest tego warta? Pierwszy mój ruch to przeczytanie tyłu okładki czytam „magicznej społeczności Torunia” i czytam dalej wróć Torunia? Ten argument przeważył, ja musiałam to przeczytać, nie ma dla mnie miejsca lepiej pasującego do tego klimatu, żaden Kraków, żadna Warszawa, tylko mój bliski Toruń. I na tym się skupiłam, gdy czytałam opisy od razu widziałam oczami wyobraźni uliczki tego miasta, które są opisane po prostu idealnie, łącznie z przemyśleniami bohaterki, a przeważnie nie są one aż tak dla mnie ważne. Polubiłam bohaterów choć nie zżyłam się z nimi, chcę jeszcze raz ich spotkać. Co mam nadziej spełni się, bo tytuł ma 1 co daje do tego prawo. Akcja toczy się szybko i ciężko było mi się od niej oderwać. Wydaje mi się, że autorka dała tu całkiem sporą cześć swojej duszy, bo bardzo zaciekawiła mnie swoim stylem pisania jak i osobą. Nie mówiąc wiele o ciekawych zwrotach, jednoznacznych dla Torunian jak „jedyna słuszna stacja” czy „jedyna słuszna partia”. Przyznajcie sami, że już chce się czytać. Całość czyta się przyjemni, więc dobry kolejny debit zaliczony.
Od strony graficznej również nieźle wypada. Magicznie prezentująca się okładka jak i rozdziały rozpoczynające się od rysunku anioła. Więc też grafik nieźle się spisał.
Polecam miłośnikom polskiego fantasy, szczególnie lubiących twórczość Marty Kisiel(miałam takie skojarzenie czytając)oraz oczywiście Torunianom niech przejdą na jego magiczną stronę.

Ooo coś dla mnie :)
OdpowiedzUsuń