1.9.11

"Całując 
             grzech"


Keri Arthur




Komu spodobał się wschodzący księżyc ten z pewnością musi sięgnąć po Całując grzech.

Jak to już Keri Arthur zdążyła czytelników, w pierwszej części „Zewu Księżyca” przyzwyczaić, Riley znowu wpadła w kłopoty. 
Tym razem budzi się ona naga koło zwłok . Na dodatek nie pamięta co się z nią działo przez  jakieś osiem dni, ani też dlaczego zabiła tego mężczyznę obok. Niestety, nie ma czasu się nad tym zastanawiać,  w pościg za nią udają się niedźwiedzio podobne stwory zwane orsinimi. Po drodze uwalnia koniozmienego Kade’a. Najprzystojniejszego zmiennokształtnego jakiego widziała, choć nie widziała ich wielu Następnie zatrzymują się w wiejskiej chatce czekając na pomoc szefostwa Riley i aż zanadto się do siebie zbliżają. Na miejscu okazuje się, że nie tylko orsinimi podążają za nią. Zjawia się również, znany z pierwszej części, seksowny wampir Quinn. Co go sprowadziło tam po tym jak odrzucił zaloty rudowłosej? I co dalej z laboratorium pragnącym jej DNA? A na dodatek bohaterka odzyskała płodność, fakt tylko na jakiś czas dzięki lekom podawanym prze Talona
Australijska pisarka uczyniła wilkołaki najbardziej buzującymi seksem i hormonami istotami jakie dotąd widziałam. Nie dość że w czasie księżycowej stale mają chętkę to, tak że, po niej nie bardzo panują nad swoim ciałem. Na dodatek nie mają żadnych zahamowań przed ekshibicjonizmem. I mają nieco inne, niż reszta społeczeństwa podejście do moralności.
Nudzić się na pewno nie można przy tej lekturze. Duża ilość akcji oraz wiele nieoczekiwanych  zwrotów akcji, czasami nieco pokrętnie pisanych sprawia że staje się ona bardzo dynamiczna.
Jak i bardzo intrygujące zakończenie sprawia, że nie chce się od niej oderwać.
Książka znowu raczej dla starszej młodzieży ze względu na dużą ilość sen powyżej lat osiemnastu. Osobiście ciekawi mnie jak rozwinie się dalej akcja, tym bardziej że przed nami jeszcze siedem tomów i miejmy nadzieję , że utrzymają swój poziom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz